Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/adjuvante.na-jesien.szczecin.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
– Rozkoszowała

Fakt, stawiał się, ale te pomyłki nie oznaczały, że miał się stać kozłem ofiarnym i

– Rozkoszowała

partnerem ojca.
– Na razie, buzia na kłódkę. Jeśli Jaskiel albo inni w wydziale uznają, że widzę duchy,
Nie panikuj. Myśl. Zastanów się, jak się stąd wydostać. Jesteś bystra, a tu masz różne
4
W jej głowie eksplodował ból, niemal straciła przytomność, ale usiłowała zachować
morderstwie, które wedle wszelkiego prawdopodobieństwa łączyło się z jego ostatnią sprawą
- Tak mówię - warknęła. - Chciałeś czegoś czy tylko wpadłeś napsuć mi krwi? - zapytała, gdy lawirowali między biurkami, idąc do wyjścia. Dzwoniły telefony, piszczały pagery, szumiały komputery, słuchać było szuranie nóg i krzeseł, szmer rozmów. Minęli dwóch policjantów prowadzących antypatycznego chłopaka, brudnego, z włosami w strąkach i z miną, która mówiła wyraźnie: „spierdalajcie”. Ręce miał skute kajdankami na plecach i cuchnął gorzałą. W holu Reed powiedział: - Miałem znów odwiedzić Caitlyn Bandeaux. Przejrzałem jej billing telefoniczny. Tej nocy, kiedy zginął Bandeaux, dzwoniła do niego. O jedenastej osiemnaście. Rozmawiali przez siedem minut. Ciekawe o czym? - Tak to może być interesujące - wyznała Sylvie. - Pomyślałem, że mogłabyś się ze mną zabrać. - Powiedzmy to sobie jasno. Ja nigdzie z nikim się nie zabieram. Nie jestem towarzyska. - Coś cię dzisiaj ugryzło? - Żebyś wiedział. Samotne rodzicielstwo też by miało na ciebie taki wpływ. - Nie wątpię. - A już najgorzej, gdy twój były wtyka nos tam, gdzie nie powinien. Bart przychodzi dzisiaj - powiedziała z kwaśnym grymasem. - Nie mogę się już doczekać. Kurewsko się cieszę. - Przewróciła oczami, popchnęła drzwi wyjściowe i wyszła na mokry, parujący parking. - Idę, zanim powiem coś, co będzie mnie kosztować miesięczną pensję. - Stojąc w siąpiącym deszczu przy swojej furgonetce, nagle pstryknęła palcami. - Aha, kilka minut temu dzwoniła Rita, ta od zaginionych. Dzwonił do niej szeryf z wyspy St. Simon’s. Wyciągnęli kogoś z wody. Kobieta. Ciało w stanie rozkładu, daleko posuniętego. O ile wiem, brak jakichkolwiek dokumentów. Sprawdzają zgłoszenia o zaginięciach. My też mamy takich kilka na swoim terenie. - Na przykład Cricket Biscayne i Rebekę Wade. Morrisette przesunęła okulary na czubek głowy. - Do jutra powinniśmy dostać raport. - Może wreszcie nam się poszczęści - powiedział Reed, ale tak naprawdę w to nie wierzył. Nawet przez chwilę. - Może. - Sylvie otworzyła drzwi furgonetki. Zdążyła wsiąść do środka, zapalić papierosa i z rykiem silnika wyjechać z parkingu, zanim Reed pokonał niewielki odcinek do swojego starego el dorado. Gdyby włożyć w ten wóz trochę pieniędzy, byłby prawdziwym cackiem. Ale z nędzną tapicerką i powgniataną karoserią wyglądał jak kupa gówna. Choć nie trzeba było spłacać za niego rat. I wciąż był na chodzie, mimo trzydziestu tysięcy kilometrów przejechanych na drugim już silniku. Reed nie miał większych wymagań. Usiadł za kierownicą i poczuł, jak uginają się stare sprężyny. Powinien włożyć pod tapicerkę nową gąbkę, ale nie miał czasu ani ochoty zabierać się do remontu wraka, przynajmniej nie teraz. Teraz chciał złożyć Caitlyn Bandeaux niezapowiedzianą wizytę, chciał ją zaskoczyć. Od czasu do czasu obserwował jej dom, ale nie zauważył nic szczególnego. Śledził ją trochę, ale nie miał zbyt wiele czasu. Czuł, że spartaczył tę robotę.
istniało realne zagrożenie, że powstanie tu korek. Funkcjonariusze w mundurach pilnowali
bagażowych, szmer podekscytowanych głosów, gdy tłumy ludzi przelewały się przez
Dzwoniłam do niej, nagrałam się jej z telefonu Petrocelli...
w Tucson. Stamtąd pojechałam kilka razy do San Diego i raz do Los Angeles. Jak
sklepiku. O1ivia właśnie nabijała należność na kasę: kilka koszulek, pudełeczko piasku,
Był w motelu. W łóżku.
– Skoro tak twierdzisz.

Jadąc pociągiem, młoda dama życzliwie popatrywała przez okno na opustoszałe niwy i

w szkolnych murach. Uczniowie terroryzują i straszą nauczycieli, a teraz pedagodzy mają
Opuściła głowę. Niech chociaż nie widzi jej oczu. Niech nie widzi jej takiej obnażonej,
– Zabieram je – oświadczył po prostu Quincy.
odłowu do cichej chatynki zwabia. A tam cyk na haczyk, młoteczkiem po głowie i do
jakiekolwiek zmiany w zawartości publikacji bez pisemnej zgody
42/86
jej mózgu. Byłam idealną podejrzaną. Tyle że zamordował ją kto inny.
polowania, a ją pochłaniała noc. Trzeba ująć nieznajomego, tego bandziora w czerni.
czoło, zamknął oczy i zaczął przebierać paciorki różańca z drewna sandałowego swymi
PELAGIA I CZARNY
nocnego nieba, tak dokładny i przekonujący, że gdyby nie kwadrat szkła, przez który widać
obsypuje pocałunkami. Popływał tak z roczek, pomęczył się, aż wreszcie wynalazł znakomity
A potem podniosła wzrok...
do oczu kartkę za kartką, potem uważnie odkłada
nie dostrzegła wyrazu twarzy Quincy’ego.

©2019 adjuvante.na-jesien.szczecin.pl - Split Template by One Page Love